Niedziela Palmowa to nie dekoracja. To decyzja.
Łatwo wziąć palmę do ręki. Trudniej naprawdę uznać Jezusa za Króla swojego życia.
Bo palma nie jest tylko pięknym symbolem, tradycją wyniesioną z domu ani dodatkiem do zdjęcia. Ona przypomina, że witamy Tego, za którym trzeba pójść nie tylko wtedy, gdy jest uroczyście, wzruszająco i świątecznie, ale także wtedy, gdy zaczyna się cierpienie, milczenie, krzyż i próba serca.
W Niedzielę Palmową tłum wołał: „Hosanna!” Kilka dni później wielu z tych samych ludzi już milczało albo odwracało wzrok.
I może właśnie dlatego to święto jest tak mocne. Bo stawia pytanie nie o to, czy umiesz stanąć z palmą w kościele, ale czy umiesz zostać przy Chrystusie także wtedy, gdy w twoim życiu przychodzi ciężar, niezrozumienie, walka ze sobą, konieczność przebaczenia, rezygnacja z pychy i prawdziwe nawrócenie.
Niech ta palma nie będzie dziś tylko znakiem tradycji. Niech będzie znakiem wierności.
Nie tylko: „Panie, witam Cię”. Ale też: „Panie, chcę iść za Tobą dalej — nie tylko do bramy Jerozolimy, ale aż pod Krzyż.”